Nie, to tak naprawdę wcale nie moje początki w blogowaniu. Już wiele lat temu, gdy "pamiętniki internetowe" wchodziły do powszechnego użycia i kiedy niemal każdy miał bloga, na którym opisywał mniej lub bardziej ciekawe historyjki ze swojego życia, sprawozdania z całego dnia niemal godzina po godzinie, również i ja, nie chcąc odstawać od reszty znajomych, założyłam swojego bloga. Z perspektywy czasu patrząc jednak, muszę stwierdzić, że była to kompletna, całkowita porażka pisarska. Bo po 1 - nie mam za grosz talentu pisarskiego. Po 2 - moje życie nigdy nie było aż tak ekscytujące, żeby się z niego tak spowiadać, jak ja to robiłam. Po 3 - większość postów była tak naciągana i pisana na siłę, że do tej pory pąsowieję ze wstydu na samą myśl o nich. Ale pisałam, bo taka była moda. Oczywiście wszyscy znajomi również mieli blogi, które obowiązkowo trzeba było czytać, by być na bieżąco i po pewnym czasie ta zabawa zaczęła mnie najzwyczajniej męczyć, gdy przyszło codziennie komentować po kilka/kilkanaście nowych wpisów. No bo przecież znajomy się obrazi, jeśli się nie skomentuje... I ta wymiana - koment za koment. Nie powiem, byli tacy, którzy talent do pisania mieli, oj mieli, elaboraty czasem odchodziły na godzinne czytanie. Właściwie szkoda, że z tym skończyli, bo dobrze i interesująco się to czytało. Jednak ten przymus (wewnętrzny również) komentowania każdego wpisu, zwłaszcza, gdy humor się miało spaprany, bądź weny do odpisania brak, był tak męczący, że zaprzestałam w końcu czytania i oczywiście pisania również.
Blogowania ciąg dalszy?
Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek do tego wrócę. Ta myśl pojawiła się nagle, podsunięta przez znajomą osobę, i pomyślałam: a czemu by nie spróbować? Kiedyś nie miałam o czym pisać, więc naciągałam te wszystkie biedne posty, lałam wodę klepiąc tak naprawdę o niczym (do dziś podziwiam znajomych; jak oni komentowali wpisy, które nie miały najmniejszego sensu, były tak nieciekawe, wręcz nudne? to naprawdę był wyczyn!).
Dzisiejsze blogowanie nieco odbiega od tego sprzed kilku lat, dziś na blogach głównie się zarabia, dziś to dla niektórych sposób na życie. Póki co, ja nie w tym kierunku chcę iść, no bo umówmy się: nie mam do tego głowy i pomysłów, ale chciałabym jakoś dokumentować te swoje wszystkie małe tworki, które wychodzą spod mojego szydełka, a i nie tylko - bo ja mam często słomiany zapał i zabieram się za coś, coś tworzę, potem to rzucam i znajduję inną pasję... Nie ma się czym chwalić, wiem. Ale powstają różne rzeczy - czy to w programie graficznym, czy to z muliny, czy to coś "spod" maszyny do szycia itp., itd. Chyba wciąż czegoś szukam, czegoś, przy czym zatrzymam się na dłużej, w co całkowicie wsiąknę. Odnajdę swoją prawdziwą pasję. Smutne jest takie życie, gdy się nie wie, co się lubi...
O włóczkowaniu słów kilka.
Właściwie to nie wiem, jak to się stało, że wróciłam do szydełkowania. Kiedyś próbowałam coś dziergać, ale było to bardzo dawno temu. Miałam tylko jedno szydełko, dosyć grube i jakieś resztki włóczek ze sprutych swetrów. Uzbrojona w podręcznik do szydełkowania z lat chyba '60., coś próbowałam, coś tam dziergałam, ale takie brzydactwa mi wychodziły, że szybko się poddałam. I jakiś czas temu wróciłam do tego. Pozbierałam od znajomych niepotrzebne włóczki, kupiłam kilka rozmiarów szydełek i... wciągnęło mnie na dobre.
Robię różne rzeczy - od maskotek (głównie sowy), przez torby (to chyba lubię najbardziej), po zakładki do książek i inne duperele ;) Nie jestem profesjonalistką, to chciałabym mocno zaznaczyć, tak naprawdę dopiero się uczę i taką profesjonalistką dopiero mam zamiar zostać ;) Moje prace z pewnością zawierają masę błędów, ale kocham każdą z tych rzeczy i każda z nich mnie cieszy, z każdej jestem dumna. I chciałabym to wszystko dokumentować w jednym miejscu. Mogłabym to robić na facebooku, ale trochę mi już głupio spamować znajomym, którzy akurat mają inne pasje, a uznawane przez nich za "babciowe" szydełko niekoniecznie ich kręci. No cóż...
Podsumowanie.
Nie sądziłam, że aż tak się rozpiszę w pierwszym poście. Miało być tylko kilka słów na początek, a wyszedł jakiś długaśny twór.
Co do bloga - podsumowując: nie mam żadnych postanowień, idę na żywioł. Na pewno nie będę systematyczna, nie będę codziennie wstawiać nowych wpisów czy zdjęć. Chcę prowadzić tego bloga dla swojej przyjemności, bez przymusu, bez poczucia presji. A to, że ktoś tu może czasem zajrzy, może zostawi czasem jakieś słowo, to będzie bardzo miły dodatek.
Na wielu blogach widzę posty czy strony dotyczące opisu własnej osoby, jakieś fakty z życia czy ciekawostki, szczegóły. Ja, póki co, zrezygnuję z tego typu wpisów. Nie ma tu jeszcze żadnych czytających, nie chcę się uzewnętrzniać, pisać o prywatnych sprawach. Swój opis streściłam do minimum i to musi wystarczyć. Może kiedyś się to zmieni, ale to... kiedyś.
Na razie kiepsko tu z linkami, polecanymi stronami itp. dodatkami, ale mam nadzieję, że z biegiem czasu się to zmieni i uzupełnię co nieco.
Zdjęcia tu wstawiane na pewno będą głównie mojego autorstwa i będę to na nich zaznaczać podpisem lub znakiem wodnym. Wszelkie inne fotki (m.in. do szablonu bloga) zapożyczam ze stron z darmowymi zdjęciami np. Freeimages czy Pixabay. Zawsze będę to wyraźnie zaznaczać i podawać źródło.
I to chyba tyle ze spraw technicznych i ogólnie tytułem wstępu.
Tak więc proszę Państwa, zaczynam!
![]() |
| foto: pixabay.com |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz